Koń jaki jest, każdy widzi.

16 Marzec 2010

"Władcy Marionetek", Tomasz Sekielski

“Koń jaki jest, każdy widzi” dlatego mniej przyjrzymy się politykom, a bardziej dziennikarzom – wyrobnikom słowa. To, że politycy kłamią każdy wie. Że kampanie wyborcze są tak pokierowane, żeby trafić do jak największej liczby odbiorców i dostać jak największą liczbą głosów nowością nie jest. Oczywistym jest też, że łudzi się każdy, kto sądzi, że są jacykolwiek politycy (i mówimy tutaj o tych, którzy mają realne szanse na zajmowanie ważnych stanowisk: prezydenta, ministra lub prezesa rady ministrów), którzy mają w 100% czyste sumienie, nieskalane żadnym kłamstwem. Dlatego nie mam zamiaru opisywać tutaj tego co film miał przekazać, bo przekazywał rzeczy oczywiste. I choć bawiło mnie PO jednakowo co PiS czy SLD to swoich poglądów politycznych zmieniać nie będę.

Ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi kiełbasę i jak się robi politykę.

Tego powinniśmy się trzymać i w to się nie plątać. Nigdy takiej partii politycznej nie było, która dogodziłaby w stu% chociaż jednej osobie, nie mówiąc o całym społeczeństwie. Polityka śmierdzi ona na kilometr i zostawiamy ją tym, którzy za ten smród dostają pieniądze. I tak dostaje im się też po gębach dzień w dzień, 24 godziny na dobę. Pora na orędowników prawdy, na dziennikarzy. Na tych, którzy chcąc pokazać nam “prawdę” – manipulują, przekręcają, grają na emocjach. Na tych, którzy zrobią wszystko, żeby zrobić jak najlepszy materiał, który zostanie kupiony przez społeczeństwo. Jak temat podjął profesor dr hab. Bogusław Wolniewicz: “Dziennikarz – wyraziciel opinii, czy najemnik słowa?”

Dziennikarz jest tubą nagłaśniającą i reprezentantem IV władzy, steruje bowiem opinią publiczną.

Dlatego tutaj pojawia się problem. Politykom mało kto ufa, mimo coraz lepszego PR. Niewielu jest ludzi, którzy uwierzą ślepo w to co zostanie wypowiedziane przez kogokolwiek z Sejmu, Senatu czy Pałacu Prezydenckiego. A co z dziennikarzami? Przecież ludzie im wierzą. Jeżeli dziennikarz poda jakikolwiek, choćby najbardziej zmanipulowany dowód: fama pójdzie w świat.

Sekielski na filmie zatytułowanym “Władcy Marionetek” biega za politykami, nie pozwala nikomu dojść do słowa, atakuje, nie jest obiektywny (a obiektywność leży w żelaznej roli dziennikarzy). Od początku wyszedł z wyciągniętymi wnioskami, a jego zamiarem było ich przeforsowanie – nie, jak być winno: wyciąganie ich na podstawie zebranych materiałów. Granie na emocjach, takie jak chodzenie po Sejmie z ojcami dwóch z zamordowanych w Iraku żołnierzy, jest poza granicami dobrego smaku, a bronienie się słowami “czasami trzeba zniżyć się do poziomu swoich wrogów” nie przynosi oczekiwanego efektu. Pan Tomasz ośmieszył siebie i swój subiektywny dokument, pokazując rzeczy niemalże oczywiste w bardzo niedelikatny sposób, który miał przede wszystkim wstrząsnąć. I wstrząsa, porusza – nie mogę ukrywać, że film oglądałem z zaciekawieniem, a to dlatego, że Tomasz Sekielski jest jednym z niewielu dziennikarzy, których naprawdę szanuję i doceniam, mimo mojego zdania na temat “Władców Marionetek”. Ale czy ten wstrząs to wszystko co film powinien przekazać? Ojcowie zostali wykorzystani do podkręcenia poziomu emocji, niektóre rozmowy zostały tak zmontowane, żeby były jak najbardziej wyrwane z kontekstu. Ale tak się robi dzisiejszą telewizję, tak działają dziennikarze – bo w ten sposób zarabiają pieniądze na życie – manipulując faktami. I nie chcę pytać czy to moralne, etyczne czy po prostu dobre. Telewizję się tak robi – na świńsko, grając na emocjach, szokując, nie zawsze w odpowiedni sposób. Pora w końcu zdać sobie z tego sprawę. To są ludzie, jak każdy z nas. Nie są nieomylni, też kłamią i też robią nieraz coś wbrew sobie, po to tylko by nakręcić tę maszynkę. A maszynka działająca w odpowiedni sposób – jest istną kurą znoszącą złote jaja (widzisz Wąski coś narobił? urwałeś kurze złote jaja!). Myślę, że to są najważniejsze wnioski, które powinno się z filmu wyciągnąć i dobrze wbić do głowy.

Zdanie, które spowodowało, że serce zabiło mocniej była sama, bardzo udana, końcówka filmu. Dzieci, które recytują znany wszystkim wierszyk “Kto Ty jesteś? Polak mały”:

- Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czym ta ziemia?
- Mą ojczyzną.
- Czym zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?

Ostatnie, najważniejsze zdanie “w Polskę wierzę” nie pada, zamiast tego pojawia się czarny ekran w momencie, kiedy społeczeństwo otwiera usta, by dokończyć. I zamiera w takiej pozycji, nie wymawiając najważniejszych ze słów. To wstrząsnęło, spowodowało, że serce zabiło mocniej.

P.S. Z tego miejsca pragnę zaznaczyć, że telewizję TVN lubię, lubiłem i lubić będę. Artykuł odnosi się do całości – jako do całej grupy dziennikarzy w Polsce, nie ograniczający się wyłącznie do wymienionej już stacji czy konkretnej osoby. Pan Tomasz Sekielski został podany za najlepszy przykład – posłużył jako wzór i natchnął do napisania tego artykułu.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.